12:24

najgorszy rok czytelniczy

rok dwa tysiące dziewiętnasty upłynął ci pod znakiem prokrastynacji, zapominania i ocykania. dużo chciałaś mówić, wiele chciałaś robić, czasami mogłaś wszystko, niekiedy prawie nic, próbowałaś czegoś tam, coś wyszło, a innym razem nic, kogoś przygarnęłaś albo ktoś przygarnął ciebie, byłaś tu i tam, w po-ciągach, w starych pekaesach, wyciągach, tramwajach, taksówkach, autobusach, i nagle ta myśl: czy ty coś w ogóle czytałaś.

1 w styczniu przez osiem dni miałaś mnóstwo energii, chyba że było to dwa lata temu, to nie miałaś jej wcale. tak czy siak zima dla ciebie, to wypierdalanie się na zamarzniętych plantach, stopione podeszwy od ogrzewania w starych tramwajach i duszenie się powietrzem. czytałaś wtedy parę artykułów o smogu, miasto utrapienia pilcha, które miało jeden znakomity fragment ("bóg był księżycowym orzechem, złocistą pestką w nieskoczenie granatowym miąższu"), poza tym pełne patriarchalnych klisz, dusznej atmosfery lat dziewięćdziesiątych. przypomniał ci się shuty. w styczniu miałaś też gruby rereading, wróciłaś do człowieka, który śpi, śmierci pięknych saren, takiego kraju (ostatnia nie przeszła próby, chociaż niektóre partie można by wyciąć i przykleić na ścianie). przy matka odchodzi rozdrapywałaś, co mogłaś, nie wiesz dlaczego czytałaś antropologię bernarda
2 w lutym ledwie przebrnęłaś przez tekturowe do bólu tamte dni, tamte noce (lubisz film), nie podobała ci się zima knausgarda, czytając wiosnę wiedziałaś już, jakie będą kolejne dwa tomy, ale i tak serie uważasz za udaną. z wszystkich tomików przeczytanych w tym roku pamiętasz jeden:  wybitnie przeciętne minimum zajączkowskiej. czytałaś tonę artykułów naukowych, teraz nie możesz odtworzyć nawet ich tematów
3 w marcu się nie pierdoliłaś: nie lubisz kafki, a czytałaś kafkę. i nocną pracę topola, którą fajnie byłoby sfilmować, a mniej fajnie było ją przeczytać. odtworzyłaś spory wokół środkowoeuropejskości, w którą uwierzysz dopiero będąc zapewne kompletnie gdzie indziej
4 w kwietniu przepadasz, głównie leżysz nad wisłą, wciąż myślisz, że coś zrobisz, przeczytasz antologię czeskiego eseju, zorientujesz się, że hrabal też miał pierdolca na punkcie światła i że kaczorowski biografię hrabala raczej posklejał niż napisał
5 w maju chcesz się przede wszystkim opalić, resztę masz w dupie, jeszcze starasz się nie wracać nocnymi, czytasz o tym, o czym czytałaś już milion razy, o mężczyznach, którzy objaśniają ci świat (jednocześnie to dobrze, że esej przebija się do mainstreamu), a zaraz potem uprawiasz lekturę wychwalanego mizogina (partyjki bernharda dzisiaj już nie pamięasz) i o mizoginie (jeszcze raz austriackie rozliczenia)
6 w czerwcu dziura. pamiętasz tylko cassirera (pisze o micie, zastanawiasz się, jak czuł się ziom, który napisał formy symboliczne, a chwilę później doświadczył rodzących się faszyzmów) i jakieś gówno o komparatystyce. wracasz do widm marksa, rozumiesz zdanie więcej. czytasz szybko jak zawsze i prawie nic jak nigdy. asfalt się topi, nie zaskoczyła cię żadna ulewa. wracasz nocnymi.
7 20 lipca czytasz najgorszą książkę - latawiec z betonu, piszesz o niej na blogu. upał. lisiecka wydaje trzy dramoletki bernharda, zaznaczasz zachłannie, wtedy też kończy ci się ołówek, nie kupisz go przez kolejne pięć miesięcy
8 w sierpniu doceniasz strefę ciszy, jadąc w jedną stronę przeczytasz history of violence. ale czytasz też w zatłoczonych skm-ach, co więcej: wydaje ci się, że wracasz do formy. jesteś u siebie. znajdujesz płytki holenderskie w randomowej knajpie, nareszcie kończysz lato knausgarda
w połowie miesiąca pogotowie książkowe w postaci psiapsi dostarcza ci czytelniczej satysfakcji: pochłaniasz sońkę i krótką wymianę ognia, who killed my father (do wszystkich wrócisz), rozdeptałem czarnego kota przez przypadek. sorge uznasz za stratę czasu. przy jak pokochać centra handlowe pomyślisz: oto właśnie życie. w sierpniu zdążysz jeszcze podkreślić kilka zdań w sposobach widzenia
9 na początku września przypominasz sobie, że wciąż studiujesz, naprędce czytasz performatywność i estetykę performatywności, masz bekę. doceniasz małe centrum świata czyżewskiego, po czarownicach. niezwyciężonej sile kobiet spodziewasz się czego innego, jesteś zawiedziona, z pauzy czytasz przyjaciela, i nic. zaczyna się sezon na najpiękniejsze smogowe zachody. odpuszczasz powroty nocnymi
10 znowu jeździsz tu i tam, czytasz na głos zdrój klickiej, bo ładnie brzmi. przestrzenie pereca uznajesz za spoko. dalej czytasz niezbędne minimum
11 i 12 kontynuujesz niezbędne minimum. dodatkowo odnosisz wrażenie, że nic nie przeczytałaś. może kartowałaś bez pasji. kiedy tylko możesz, odpuszczasz dzienne i nocne. gdyby ktoś rok temu powiedział ci, że przeczytasz niejakiego piórko, nie uwierzyłabyś. pod koniec roku trochę poznęcasz się nad uległością. wciąż podczytujesz blumenberga i kepela. bałaś się zimy, a zima nie nadeszła

gdybyś miała stworzyć ranking produktów książkowych, nie miałabyś z czego, bo wszystko już dawno znajduje się poza twoim doświadczeniem, każda lektura odeszła w niepamięć, nawet at the pond, autumn, zjadanie zwierząt. zazdrościsz wszystkim, którym literatura wciąż dostarcza emocji, którzy potrafią książki uporządkować na szali wartości, których beletrystyka jara, a co dopiero poezja, którą w tym momencie masz najbardziej w dupie. towarzyszy ci przekonanie, że ludzie źle składają zdania, ale tu i teraz ty nie złożysz ich lepiej, więc wciąż czekasz na tę jedną książkę, która powywraca ci wnętrzności. 

tak domykasz swój najogroszy rok czytelniczy. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 po krzywej wieży , Blogger