19:00

to dopiero początek. „cierpienia młodej hany” katji gorečan


mylicie się, jeśli myślicie, ileż to ostatnio literackich głosów młodego feminizmu, ile mocnych dziewczyńskich, kobiecych ja. mylicie się też, jeśli  j u ż  stwierdzacie, że bolą was głowy i duszyczki od całej tej pisanino-paplaniny. jesteście w błędzie, jeśli mówicie, zmęczył mnie ten temat, i jeżeli w efekcie podnosicie larum, halo, czy jest na sali prawdziwy poeta. raczej nie macie racji, jeśli twierdzicie, że to moda, za którą nic nie stoi, bo przeciwnie – mamy do czynienia realną potrzebą wywołaną konkretną sytuacją społeczno-polityczną. mylicie się, jeśli krzyczycie, ile można. mylicie się, bo to dopiero początek.


w ostatnim czasie wydano kilka całkiem dobrych, mocno-feministycznych tomików. dotychczas najlepiej przeze mnie oceniany – pozdrowienia ze świata dominiki dymińskiej – jest konsekwentnie ignorowany przez poważne krytyczki i krytyków, którzy tylko chowają swoje brzydkie ja za transparentami o równości i sprawiedliwości, a w tak zwanym międzyczasie z uporem maniaka bagatelizują albo pomijają milczeniem naprawdę sensowne publikacje, by nie dostać środowiskowego bana. 
cierpienia młodej hany katji gorečan, to w pewnym stopniu opis doświadczeń każdej z nas. to rzeczywistośćktóra stanowi mieszaninę bólu, bezcelowych starań, braku zrozumienia i protekcjonalności, której kobiety doświadczają wszędzie  – w miejscach pracy, domach czy podczas zwykłych zakupów 
w tle słychać głos mężczyzny z siwymi włosam./ a ile ty dziecko masz  lat, że palisz./ nie wiesz, że to powoduje raka.
[w: hana i papierosy]
jak w soczewce przyglądamy się opresyjnemu światu, który przygniata. oczekiwania rodziny, społeczeństwa i grobowa, ciążąca atmosfera wszystkich bogów, przodków, tradycji:
na kolana albo do kąta/ za przodków/ rodziców/ braci/ siostry/ dzieci/ męża/ hana, wyciśnij z siebie to, czym nigdy nie byłaś./ i to, czego wszyscy chcą, żebym się tym stała./ hana, wypróżnij się z ostatniej grudki marzeń.
[w: hana i rodzina]
ma być tak, że kobieta jest piękna, zachodzi w ciążę, rodzi dzieci, przestaje być piękna, ale wciąż jest użyteczna, gotuje obiady poecie i ściera kurz z jego biurka. 
książką gorečan rządzą emocje, uzasadnione pretensje. cierpienia młodej hany to stopniowa i bezkompromisowa demaskacja, także środowiskowa. bo hana jest poetką i nie ma dla niej miejsca w kanonie (by nie powiedzieć, że w ogóle). przestrzeń poezji została zaanektowana i kryterium jakościowe nie ma w tym przypadku najmniejszego sensu, to tylko żałosna próba uzasadnienia dominacji wspaniałego męskiego oczka. autorka pisze:
hana lubi obserwować samozwańcze gwiazdy poezji,/ wszystkie spod tej samej sztancy./ co roku wydają nowy tomik,/ co roku odbywają tysiące spotkań autorskich,/ na których mądrzą się i symulują miłość./ co roku ci sami dostają nagrody,/ czy może czasem zdarzy się rok przerwy?/ wszędzie widzi te same twarze, dające do zrozumienia/ a co ty tu robisz kobieto-dzieciaku nikt cię tu nie prosił/ tylko my tu jesteśmy na szczycie parnasu/ który trwa i dopóki nie umrzemy nie masz co fikać [w: hana i poezja (hanie się odechciewa)]
pozbawienie czy też uniemożliwienie posiadania poczucia wartości przez hanę wynika, po pierwsze, z relacji podrzędności, którymi wciąż niektórzy próbują porządkować świat, po drugie, z kondycji psychicznej bohaterki, której ciężko uwolnić się od złudnego uczucia powinności – jakby nieustannie towarzyszyła jej okropna myśl, że przecież inne wytrzymały, ty też możesz, taki właśnie jest świat, najwyższy czas się ogarnąć. zdaje się, że wiersz zamykający tom, koniec hany, czyli katja, nie świadczy o przepracowaniu czy uwolnieniu. chociaż to stwierdzenie może wydać się nadużyciem, traktuję go raczej jako kontynuację retoryki deal-with-it, a więc znalezienie się bohaterki w potrzasku.

cierpienia młodej hany katji gorečan to znakomity, odważny tomik. nie tylko za sprawą tematyki, ale też świetnego operowania językiem. językiem niepatetycznym, zdecydowanym, ale też takim, który nie generuje uczuć wyłącznie przez szokowanie. choć tytuł może sugerować co innego, autorka nieprzesadnie korzysta z tradycji. co nie świadczy jednak o tym, że jest to zabieg zbędny, przeciwnie, dzięki niemu jeszcze dobitniej wybrzmiewa opowieść o ja, które czuje (świetnie podkreślają to również wtrącenia w pierwszej osobie). co więcej, owo ja nie jest fikcją – hana jest katją, ale jest też tobą i mną. w tym sensie gorečan obnaża nieznośną rzeczywistość. 
zatem, gdy tylko porzucicie wybitnie złe tomiki nominowane do różnych nagród, zajrzyjcie do cierpień, a wy, drodzy poeci – że na koniec poczynię aluzję – wyobraźcie sobie rękę poetki, która p i s z e.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 po krzywej wieży , Blogger