15:00

w pułapce. o „koali” lukasa bärfussa

w eseju hotel derrida (fantazja) jacek gutorow pisał: „zdaję sobie sprawę z faktu, że gdzieś czeka na mnie obce. mój rewers. a w każdym razie coś, co może wywrócić mnie na nice, podszewką do góry”. ta – w duchu, sorróweczka za to, dekonstrukcyjna myśl – pokazuje, że to dekonstrukcja, ten przedmiot beki pierwszego roku studiów, może być nie tylko narzędziem w rękach czytelnika, pewną strategią odczytywania tekstu, ale także świadomym działaniem autora, pułapką zastawioną na odbiorcę. a kiedy w nią wpadnie, nie będzie odwrotu. zderzenie z innością, w jakiejkolwiek postaci, zawsze pozostawia ślad. czasami śladem będzie transformacja podmiotu, kiedy indziej zaś jego konserwatywne tupanie nogą, charakterystyczny mechanizm obronny, pasywność w zderzeniu z czymś nowym.

świat przedstawiony w powieści lukasa bärfussa nie jest żadnym novum. problemy, które porusza autor w koali – samobójstwo czy niechlubna historia kolonializmu europejskiego – nie są nam obce. i chociaż już zawładnęliśmy tym uniwersum, opanowaliśmy je także epistemologicznie, innymi słowy: zdążyliśmy poczuć się jak u siebie, pewni gruntu, po którym stąpamy, to narracja, a co za tym idzie, również perspektywa, jest zupełnie niestandardowa. to właśnie pułapka, a w niej my – zdezorientowani, zgubieni, zderzeni z innością. 

między postkolonializmem a psychoanalizą.

w koali inność to jeden z najważniejszych motywów, bowiem nie został on ograniczony wyłącznie do sposobu przedstawienia bohaterów (samobójcy oraz nie-europejczycy jako inni). nietypowa jest również sama analogia, którą przeprowadza narrator, pomost jaki tworzy między historią swojego brata, samobójcy, któremu w dzieciństwie nadano przezwisko koala, a kolonializmem. bärfuss dekonstruuje tradycyjną narrację dotyczącą samobójców, proponuje również zupełnie inne wyjaśnienie motywów działań autodestrukcyjnych. ile jednak jest w tym krytyki „zachodniej cywilizacji” (polecam lekturę posłowia), a ile, niemal desperackich, prób radzenia sobie ze stratą? być może historia kolonizacji australii jest tylko pretekstem, koniecznym działaniem symbolicznym, którego wyjaśnienie jest znacznie bardziej skomplikowane niż to odwołujące się do krytyki negatywnej. możliwość różnorodnych odczytań koali pozwala na korzystanie z wielu metodologii. w przypadku tej powieści nie da się mówić o pracy żałoby bez uwzględnienia długiej, bo zajmującej ponad połowę książki, opowieści kolonialnej. koalę można czytać nie tylko jako krytykę określonego projektu cywilizacyjnego, a jako fantazję na temat inkorporacji, a zatem działania w ramach strategii ocalania zmarłego. 

historia kolonializmu to wieloaspektowa opowieść dotycząca niezrozumiałej emanacji przemocy, wielkiego strachu i pożądania posiadania. imperialne złudzenia doprowadziły do spełnienia marzenia o władaniu. żałosne poczucie wyższości doprowadziło do powstania absurdalnych aksjologicznych podziałów oraz krytyki wszelkich przejawów odmienności. bärfuss demaskuje mechanizm, w którym tubylcy przedstawiani są jako dzicy, raczej bliżsi zwierzęciu niż człowiekowi. to, co łączy samobójcę, nie-europejczyka oraz, jak udowodni to narrator pod koniec powieści, koalę, to nieprzekraczalna linia demarkacyjna pomiędzy zrozumieniem a jego brakiem, swojskością a obcością, między pożądanym i nieakceptowanym modelem antropologicznym. do owego modelu można by, niech stracę, dołączyć refleksję grzegorza jankowicza z posłowia, a mianowicie, że to „»zachód kolonizujący«, który wciąż oddziałuje za pomocą ukrytych mechanizmów społecznych, zmusza nas do mimowolnej celebracji idei postępu”.

innym jest także samobójca, który dzieli niezrozumienie z australijskimi tubylcami. nie zaprzeczę, że to dość daleko idąca analogia, i choć bärfuss łączy losy w zaskakujący sposób, to jednak jest to działanie jak najbardziej uzasadnione. wraz z wykonaniem ostatecznego gestu przeciwko życiu, samobójca zostaje nieodwracalnie wykluczony ze społeczeństwa. jest wyrzutkiem, dziwakiem, nieznośną aberracją w świecie pełnym élan vital. społeczeństwo nie jest w stanie zdobyć się na zrozumienie, bo przecież nigdy nie jest tak źle, bo zawsze jest jakieś wyjście, a w końcu, bo to bóg decyduje o życiu i śmierci. to, co nigdy się nie zmienia, to radykalna niezgoda na odmienność – a postać samobójcy wykracza poza wszelką normatywność. narrator mówi: „nie sposób uporać się z samobójcą, nigdy”. zabicie siebie najczęściej odbierane jest jako podważenie wartości życia, zatarg ze stwórcą, czy, co ważne dla autora, gest sprzeciwu wobec nakazu działania, charakterystycznego dla kultury współczesnej. bierność – oto największe przewinienie samobójcy, zdaje się mówić bärfuss. 

narrator dochodzi do wniosku, że to, czego nigdy nie wybaczano samobójcom, to to, że
ostatecznie i nieodwołalnie wymówili się oni od pracy. Nie istniało nic poza ambicją, pracowitością, podporządkowaniem pracy, przyjęciem tej kary. Kto się sprzeciwiał, umierał wprawdzie jak każdy inny, ale jego szczątków nie przyjmował żaden cmentarz, nie było dla nich miejsca spoczynku. (…) jego [brata] egzystencja nie domknęła się w żadnej opowieści, nic się nie dopełniło, nie ujawnił się żaden sens, nie dało się wywieść żadnej moralności z przykładu, jaki dał swoim życiem. 
a zatem: był bezużyteczny. jego czyn był odpowiedzią na wszystkie pytania zadawane po jego śmierci, o to dlaczego odważył się zabić lub, jak proponuje narrator, dlaczego inni jeszcze tego nie zrobili. to, do czego dążył i co zademonstrował, to według pisarza diametralna niezgoda na uczestniczenie w machinie postępu, osiągnięcie bezruchu. ogół społeczeństwa jest skłonny truć do utraty tchu, że śmierć samobójcza jest „konsekwencja fałszywego myślenia, fałszywej postawy życiowej”. co jednak, pyta bärfuss, jeśli fałszem jest sposób myślenia ogółu, który od dawna niemal fetyszyzuje działanie? zderzenie się jednostki z masą zawsze jest tragiczne. i to doskonale widać na przykładzie samobójców, bo chociaż dzielą doświadczenie śmierci, dążą ku temu samemu horyzontowi, to mimo wszystko traktowani są jako gorsi, jako ci, którzy od czegoś się wymigali.  

próba zrozumienia samobójców, jaką proponuje autor koali, jest, co trzeba przyznać, dość nieoczywista. zamiast klasycznego ujęcia, ehhh, psychoanalitycznego, bärfuss proponuje odmienną analizę bazującą na zderzeniu dwóch światopoglądów – jednego, opierającego się na nieustannej pracy, zmianie, ruchu oraz drugiego, dla którego charakterystyczna jest bezczynność, zaprzeczenie działania. to diagnoza raczej generalizująca, ale jednocześnie konieczna do połączenia dwóch pozornie niepowiązanych ze sobą historii, które przytacza narrator – to, co je łączy, to przede wszystkim krytyka cywilizacji w jej minionym i obecnym kształcie. oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, by próbować zrozumieć koalę na przykład poprzez wydarzenia z dzieciństwa, które w stopniu znaczącym determinują późniejsze życie człowieka. koala jako członek rodziny patchworkowej, porzucony przez matkę, chłopiec po przerażającym obrzędzie inicjacyjnym – i tak dalej, i tak dalej – ale ile można, sama prawie zanudziłam się na śmierć, myśląc o tym, więc idźmy dalej.

koala a samobójca.

co z tym niewinnym torbaczem? czy prócz zbieżności nazewniczej istnieje jakiekolwiek inna zależność między bohaterem-samobójcą a koalą? 
z historią kolonizacji australii łączy się sprawa odkrycia nowego gatunku zwierzęcia, zdobywania wiedzy na jego temat, aż w końcu eksterminacji kilku milionów reprezentantów tego gatunku. bärfuss wzmiankuje na temat pewnego angielskiego badacza, który zauważa, że zrozumienie fenomenu koali nie jest możliwe. kluczem po raz kolejny jest pojęcie inności. koala – jak każdy inny – nie może zostać zrozumiany, jest jak policzek wymierzony w ewolucję, jego odmienność jest powodem braku akceptacji. „być może doszło do spotkania pomiędzy przedstawicielami obowiązku a przedstawicielami próżniactwa, pomiędzy obojętnym spokojem a gwałtowną pasją”  – oto rozwiązanie tego dziwacznego zestawienia. koalę i samobójcę łączy właśnie bierność. dla kolonizatorów bezczynność, a zatem bezużyteczność koali była wystarczającym powodem do ich wyodrębnienia, wykluczenia ze sfery normatywności, a w efekcie do eksterminacji. ale człowiek, jak to człowiek, wszystko musi skuć w kajdany logiki. eksterminacja nie mogła pozostać bez uzasadnienia, pozostać działaniem bezcelowym. człowiek pędu musiał znaleźć jej funkcję. dlatego społeczeństwo poprzez stworzenie funkcji użytecznej – praktycznej i niepraktycznej (osadzonej czysto kulturowo) – dokonuje wieloelementowego zawłaszczenia. funkcja praktyczna, czyli wprowadzenie na rynek skór z koali i, późniejsza, niepraktyczna, polegająca na skonstruowaniu nowego kulturowego obrazu – uroczego misia, na widok którego wszyscy mamy mdłości  – służyła zawładnięciu, przejęciu kontroli i wytworzeniu czegoś powszechnie akceptowalnego. jankowicz stwierdza, że „widać tu doskonale (…) niezgodę zachodniej cywilizacji na radykalną pasywność". o swoim bracie narrator mówi, że: „odmawiał pracy, wysiłku, nigdy nie dążył do żadnego celu. brał to, co się nadarzało (…). odróżniał się. nie inwestował. nic nie odkładał. brakowało mu wytrwałości, nie pracował, obijał się, tracił czas”. tak jak postać samobójcy (tu: powieściowego koali) musi zostać wyparta, by znaleźć się jak najbliżej granicy akceptacji, tak samo koala, którego naturalna forma musi zniknąć, by ustąpić miejsca wizji powszechnie akceptowalnej. co zrobić z kimś, kogo nie możemy zaklasyfikować, umieścić na jednym z brzegu prostych opozycji binarnych, co zrobić z kimś, kto odbiega od normy, kogo nie możemy pojąć? trzeba sprawić, by zniknął.

książkę lukasa bärfussa otwiera i zamyka motyw samobójstwa. być może to uprawnia mnie do ostatecznego, a by być dokładniejszą, zamykającego odczytania w duchu psychoanalitycznym. a może wystarczającym argumentem jest moja wola, i koniec kropka. choć ta pokrętna opowieść, demaskująca prawdziwą naturę naszego społeczeństwa, jest niezwykle ważna (kiedy słyszę, że coś jest ważne, to w wyobraźni biegnę z pochodnią w stronę autora, więc potraktujmy to jako wewnętrzny trolling), a i formą dość imponująca, to jednak to, co zajmuje najbardziej w koali, to raczej próba zrozumienia samego narratora, tego, jaką funkcję pełni dla niego ta opowieść, bo że stanowi część ogólniejszej refleksji, jest jasne. jednak jak ma się ona do niego samego, do próby uporania się ze śmiercią brata?
zdawałoby się, że proces żałoby przebiega u narratora w sposób klasyczny. jednak do pogodzenia się ze stratą i przejścia do reorganizacji nie dochodzi. jego myśli wciąż oscylują wokół jednego tematu – samobójczej śmierci bliskiego. dochodzi do tego, że to, jak narrator widzi swojego brata, staje się kalką opowieści świadków, którzy znaleźli ciało. w pamięci pisarza nie było już żywego brata, a zastygłe ciało znalezione w wannie. wspomnienia o bracie zniekształcają się, ale pamięć pracuje niestrudzenie, by nie pozwolić mu zniknąć. a zatem, proszę się nie śmiać z mojego syndromu kursu z psychoanalizy, rozpoczęcie wątku kolonizacji można rozumieć jako podświadomą próbę ocalenia bliskiego, wplątania jego losów w inną narrację w celu zachowania go żywym. bohater mówi: „ (…) nie ma formy, którą można go było pożegnać, słów, które można by wygłosić”. opowieść go ocala, stąd brak możliwości zakończenia żałoby – jej koniec oznaczałby ostateczną akceptację śmierci. innymi słowy, koala to fantazja o inkorporowaniu  zmarłego. 

idąc dalej, utratę możemy rozumieć dwojako – raz: w odniesieniu do brata, dwa: w odniesieniu do narratora. rozumiecie, chodzi tutaj nie tylko o ocalenie drugiej osoby, ale też o ocalenie siebie. najlepiej oddaje to metafora łańcucha – jedna tożsamość zazębia się z drugą, a oderwanie jednego elementu doprowadza do rozpadu całości. narrator przyznaje: „mnie jednak pocieszała myśl, że jego historia był starsza niż ten kościół. sięgała początków (…). mój brat był złączony z tym początkiem jako istota żywa, nosił w sobie wiek życia, łańcuch, który pękł, a jednak opowiadał pewną historię, starszą niż ten kościół, starszą niż jakikolwiek budynek, starszą nawet niż góry”. w tym kontekście ostatnie zdanie powieści [żaden spoilerix, ale możecie się wkurzyć] – „wsiadłem do samochodu, pojechałem do domu, usiadłem przy biurku i zabrałem się do pracy” – [/żaden spoilerix, ale możecie się wkurzyć] streszcza praktykę, jaka pozostała podmiotowi, czyli dalsze opowiadanie, bowiem inkorporowany, a i krypta (o niej pisałam przy po trochu) istnieją, dopóki uwikłane są w wewnętrzną lub uzewnętrznianą narrację.

koala to powieść wieloznaczna. można włączyć ją w wiele dyskursów, co zapewne wynika z filozoficznego wymiaru tej prozy. polifoniczność sprawia, że pisarz nie tylko obnaża opresyjność systemu, demaskuje utopię ambicji i sukcesu, nie tylko sprzeciwia się owemu systemowi w celu obrony innego, ale też próbuje ocalić go w najbliższej człowiekowi perspektywie – w perspektywie jednostki, która zderza się z tragedią.

ps porównania do bernharda szalenie mnie rozbawiły. to, że w książce pojawia się motyw samobójstwa, a autor jest pisarzem niemieckojęzycznym, nie oznacza, że jest spadkobiercą pana be. wtf, ludzie. 14:29 – dostałam informację, że wpis jest za długi i za poważny, więc naprędce dopisuję zdanie iście blogerskie:

polecam, 6/10.
pkw



1 komentarz:

  1. Pięknie napisane, ja chcę jeszcze dłużej i poważniej

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 po krzywej wieży , Blogger