16:55

o jakim piśmie nie marzę

no, drodzy państwo, misie, w końcu coś zaczyna się dziać. początkowo śmierć prasówki była tylko jedną z przerażających, inteligenckich wizji wieszczonych przez mądre akademickie głowy, później zaś faktem głoszonym regularnie i z większą śmiałością za każdym razem, kiedy mądre głowy przypominały sobie o tym, czego dokonały i jak okropną lipą jest tu i teraz
obecnie można chyba powiedzieć, drogie mądre głowy, śmierć tę ogłoszono prawdopodobnie zbyt pochopnie, bo oto nadchodzi nowe.

zmartwychwstają kwartalniki, a zmartwychwstają tak pięknie, że prawie zapominamy o dyskomforcie, nieznośnym zażenowaniu towarzyszącym lekturze numerów sprzed sześciu lat. powstają też nowe kwartalniki, które nie boją się form spoza rynkowego topu. inne z kolei zmieniają się w dwumiesięczniki i podejmują desperackie próby ratowania wizerunku  że niby parytetowo u nich równo, o jakości nie decyduje koleżeństwo, a tekst broni się sam.
są też takie czasopisma, zupełnie świeżutkie, po których lekturze pamiętamy nazwiska wszystkich autorek oraz autorów i czujemy się właściwie jak po środowiskowej imprezie, podczas której każdy każdemu już milion lat temu przybił piątkę. to pisma, których największym sukcesem jest ogłoszona na odwrocie okładki inspiracja – cóż sprzeda się lepiej niż coś, co już znamy? więc grzecznie drepczą ścieżką, którą czytelnicy zdążyli już przejść tam i z powrotem. i, przyznam się, o takim piśmie nie marzę. 
nie chcę też pisma, które reklamuje się jako apolityczne, chociaż dobrze wie, że tę zasadę porzuci jako pierwszą. nie czekam na teksty panów, których książki nagradzane są tygodnie przed premierą. nie chcę słuchać apologii minionego, wielcy mistrzowie są do zniesienia, ale tylko z daleka. nie marzę o piśmie, w którym albo nowe mówi starym, albo stare tylko starym. i nie chcę już słuchać łkania, że my, młodzi, nie wiemy, o co właściwie chodziło w improwizacjach, że nie czytamy klasyków, wielkich powieści, ponieważ włada nami perwersyjne unikanie cierpienia. to śmieszna generalizacja.
nie chcę kolejnego czasopisma, w którym ustawiane są złote cielce literatury. pal licho, żeby to chociaż były cielce, których jeszcze nie widzieliśmy. tymczasem kanon literacki, jak twierdzą niektórzy, ustanowiony raz na zawsze, nie podlega przekształceniom. eh, no może, chcieliby dodać, do lat osiemdziesiątych coś jeszcze się zmieniało, do wielkiej wojny, lepiej, do końca wieku dziewiętnastego była jeszcze szansa – później nastał kres wielkiego i jedyne, co zostało, to zadowalanie się wydmuszkami literatury, tej literatury pisanej przez duże el.
a ja, mili, gwiżdżę na kanon. pora odsłonić zakurzone zasłony i przyjrzeć się temu, co dzieje się poza starą wieżą, którą przecież już dawno mieliśmy okazję opuścić. 
odwagi i otwartości, tego życzę redakcjom. 



1 komentarz:

Copyright © 2016 po krzywej wieży , Blogger