16:39

krivoklat, pytam, po co?




na język polski przetłumaczono trzydzieści pięć książek bernharda, od wczesnych lat dziewięćdziesiątych wystawiane są w polsce jego dramaty. proza austriackiego-wyklętego jest ciągle powracającym tematem w debacie akademickiej. w samym krakowie w dwa tysiące siedemnastym roku odbyły się dotychczas cztery spotkania wokół twórczości bernharda, a rok wcześniej ukazało się polskie wydanie komiksowej wersji dawnych mistrzów, czyli jednej z najpopularniejszych powieści tegoż, autorstwa nicolasa mehlera. i w tym całym ambarasie znalazł swoje miejsce jacek dehnel, przez jednych nazywany naczelnym dandysem wieku naszego, a od czasu publikacji „ein österreichisches kunstidyll” polskim bernhardem, co czytelnik winien skwitować śmiechem szydercy, dokładnie takim, jaki niesie się na kartach bernhardowskich. bowiem czego możemy spodziewać się po dehnelu, który bierze na warsztat największego burzyciela, szydzącego i ironizującego, wylewającego kubeł pomyj na austrię, myślimy, nienajgorszy to pisarz, przepracuje to, zdekonstruuje, a i uderzy, bo uderzenia w bernahardzie chodzi, ale gdzieś tam zachowa się on – jacek dehnel, znajdziemy go, kiedy jedną frazą wbije się w nie swoją fazę, kiedy doda coś od siebie do nie swojej historii, gdy zobaczymy w nie jego bohaterze choćby obcy błysk, mrugnięcie. ale nie.


autor lali oferuje nam wyłącznie bardzo dobrą kopię i, rzecz jasna, możemy jej dzielnie bronić stojąc z transparentem z napisem pastisz wykonanym czcionką garamond oraz podnosząc larum, że to nie miejsce na pierwiastek krytyczny. ale dlaczego? dehnel ze swoją bernhardowską stylizacją balansuje na granicy plagiatu i jego braku. tuwim pisząc wiersz w stylu leśmiana wykorzystał znaną powszechnie piosenkę ludową, a nie dokonał zawłaszczenia całego uniwersum. wszystko w krivoklacie jest bernharda – znakomita poetyka, powtórzenia, zapętlenia, wyliczenia, które wpływają na charakterystyczny rytm (swoją drogą nie do końca odtworzony przez dehnela), bohaterowie są kalkami bohaterów bernharda, do tego dołóżmy antymieszczańskość, delikatny mizoginizm, krytykę „tak zwanej normalnej rodziny” oraz naiwnej wiary czy wiary w ogóle. jedyna dająca się zauważyć różnica, to bezpośrednie zwroty do czytelnika – nieobecne u bernharda, a pojawiające się u dehnela (dokładnie dwa razy, zatem są raczej dziełem przypadku, niż przemyślanym zabiegiem). właściwie jacek dehnel robi to, o czym mówił hrabal, to znaczy „okrada trupy i włamuje się do sarkofagów”. bo jedyna motywacja, która stoi za krivoklatem, to motywacja egoistyczna, nie ma tu miejsca na pochwałę autora, a tylko na uwielbienie siebie. mogą państwo zapytać: krivoklat, po co? by połechtać własne ego, by pokazać, że się umie.

1 komentarz:

Copyright © 2016 po krzywej wieży , Blogger